• Wiersze

    Spotkanie z Salvadorem Dali

    przychodzisz chłodnym świtem
    ja w sukience motyla
    czekam
    rogalik zmian jeszcze ciepły
    kelner zabójczo przystojny
    a uliczki mają tyle zakamarków
    woła mnie rzeka
    starym kołem młyńskim
    przelewa przeszłość w teraźniejszość
    Kurant z kościelnej wieży
    zna rytm serca
    uciekam przed Tobą
    w cień parku
    marznę przy szklaneczce
    mrożonej herbaty
    patrzę w oczy rzeźbą
    w Twoich mogłabym zobaczyć marzenia
    wieczór zastaje mnie wtuloną
    pomiędzy psy na tarasie
    i sama nie wiem czy śnię jeszcze
    czy w lampkę wina mnie złowiłeś?

    Krakowska Noc Poetów XXXIV Almanach 2006 – Szczęsny Wroński

  • Recenzje

    PRZEŻUWAJĄC CHMURY – Zdzisław Antolski

    Katarzyna Miarczyńska z Chrzanowa, wydała imponującą książkę poetycką pt. „Katarynki”. Dzieło w twardych okładkach, na kredowym papierze, z rysunkami Iwony Wojnar-Kudaciak, zdjęciami Piotra Kłeczka oraz postscriptum, na które składają się głosy pochwalne Józefa Barana, Elżbiety Zechenter-Spławińskiej, Katarzyny Barskiej o raz Tadeusza Zawadowskiego. Właściwie, to dość pokaźny album na około 140 stron o formacie mogącym zmieścić dwa standardowe tomiki poetyckie. Na szczęście krój czcionki sugeruje, że są to prywatne zapiski, a sam zbiór wierszy jest formą pamiętnika. I tak jest w istocie.

    Józef Baran, znakomity krakowski poeta, napisał na okładce o „Katarynkach”: „Poetka rodem z Chrzanowa ma w małym paluszku poetycki warsztat, umie, gdy trzeba operować piosenkową formą, a gdy tego wymaga dobro wiersza – stosować Norwidową (co na jedno wychodzi) poetykę przemilczenia i niedomówień, która często więcej mówi wytrawnemu czytelnikowi niż przegadanie. Z powodzeniem waży słowa i metafory, nie odbierając im jednak smaków, zapachów i obrazów pełnych zmysłowości”.

    Rzeczywiście, poeta ma rację, że Miarczyńska pisze w sposób piękny, rzekłbym naturalny, zwracając się wprost do czytelnika, bez niepotrzebnych fochów i nabzdyczenia, co jest ostatnio modne we współczesnej poezji. Jej metafory są niewymuszone, słowa toczą się wartko, jak woda w strumieniu. Jest w tym oczywiście

    A gdyby tak…

    zanurzyć się

    w trawie

    zapomnieć o świecie

    i leżeć bezgłośnie przeżuwając chmury

     

    nie myśleć o pracy

    bezrobotne rozłożyć ręce

    na kobiercu lata

    dać się przebić promieniom słońca

    na wylot

    zatrzymać to w sobie

    jak w bursztynie

    oddech chwili

    ( Sielanka)

    Jednak wg mnie najpiękniejszym wiersze w całym zbiorze jest „Próba”.

    Bawiąc się w miłość

    Ostrzyliśmy noże

    Dotykając siebie

    Otwieraliśmy żyły

    Rozdając pocałunki

    Piliśmy truciznę

    Ćwiartowaliśmy nieśmiałość

    Nie wiedząc

    Że zabijamy poczwarkę motyla

    Jest to wiersz o dwoistości natury ludzkiej, o tym, że miłość może bardzo łatwo przekształcić się w nienawiść, że ze szczęścia może zrodzić się z ból, z rozkoszy – zniechęcenie. Wiersz dla mnie – odkrycie poetyckie! Bardzo nowoczesny a jednocześnie osadzony w tradycji, przypomina niektóre erotyki Morsztyna. Mówi o bólu, zranieniu i zdradzie, które mogą wyniknąć z zauroczenia i obietnicy szczęścia.

    Miarczyńska jest piewczynią codzienności, uroków prywatności, domowej atmosfery. Oto jak opisuje „Dom”:

    Rano pachniał kawą

    Z kredensu wyglądały kubki

    Ogień wesoło trzaskał

     

    Babcia śpiewała w kuchni

    Mama wycinała zwierzątka i lalki

    Ożywały na stole (…)

    W innym wierszu tak opisuje arkadyjską przystań, choć równocześnie podkreśla mocno kruchość tego rodzinnego szczęścia, podobnego do ptasiego giazda::

    Nasz dom wisi na włosku

    Porusza się na wietrze

    Gdy niewiadomą przyszłość

    Pragniemy zlepić szczęściem

    Dni postrzępione Płotno

    Rozłazi się miejscami

    A nas to nie przeraża

    Dopóki razem trwamy (…)

    (Piosenka o domu)

    Nie brak także wspomnień miasta Chrzanowa:

    Pamiętam

    Czarny taniec gwiazd

    Gorący, słodki lata smak

    Liści jesiennych wirowanie

    W listopadowy czas

     

    Ogniki myśli roziskrzone

    Pod powiekami stary film

    W nim nasi zmarli grają role

    Chrzanowskie kadry

    Dzieciństwo w nich

    (Wrastanie)

    A w innym wierszu pod tytułem „List” stwierdza:

    dom niby ten sam

    a wszystko się zmieniło

    Podobnie w wierszu „Szafa” przymierzają stroje zmarłych stwierdza

    W lustrze

    Jestem swoją babką

    To znów córką

    Powoli oswajam żałobną szatę (…)

    Wchodzę w szafę jak w trumnę

    Moszczę sobie miejsce

    Tak samo pamięć o nas, o naszych codziennych zajęciach, przechowują stare rzeczy w kufrze i te wyrzucone na śmietnik.

    Jak ważną rolę w naszym życiu odgrywają przedmioty i ulubione miejsce znajdziemy uwagi także w wierszach o rzeźbiarzu Gustawie Hadynie, malarzu Zdzisławie Beksińskim, czy o małżeństwie: Jacku i Annie Kajtochów czy w liście do poety Tadeusza Zawadowskiego.

    Jest więc Miarczyńska poetką okruchów pamięci, przedmiotów codziennego użytku, które stają się częścią nas samych i naszego życia. Łowi je na wysypisku życia, na śmietniku codzienności i czyni z nich poezję. Przedmioty zyskują nowe życie. Choćiaż w przypadku Holocaustu przedmioty codziennego użytku opłakują swoich właścicieli, bez nich stają się bezimienne.  Tak jest w wierszu „Ida”.

    Ale okazuje się, że mówiąc o rupieciach i drobiazgach Miarczyńska porusza najważniejsze tematy: miłości, przywiązania, życia i śmierci. Pyta o sens naszego bytowania, zastanawia się, co jest w nim najważniejsze? Być może te chwile, kiedy można…

    zanurzyć się

    w trawie

    zapomnieć o świecie

    i leżeć bezgłośnie przeżuwając chmury

    (Sielanka)

    ………………………………………………….

    Katarzyna Miarczyńska, Katarynki, Chrzanów 2016, ss. 140.

    Zdzisław Antolski
    Miesięcznik „Radostowa” nr 1-2. 2017

  • O mnie

    Kilka słów…

     Nazywam się Katarzyna Miarczyńska-Kłeczek i od urodzenia mieszkam w Chrzanowie. Wiersze w moim życiu pojawiły się za sprawą Babci, która pisała je na okoliczności rodzinne. Być może od tego wszystko się zaczęło… Początkowo słowa układały się w rymowanki, mały zeszycik zapełniał się śmiesznymi tekstami z życia, a z czasem zniknęły rymy i powstały wiersze białe, dłuższe i dojrzalsze. Wyprawy do Krakowa i spotkania z poetami Koła Młodych i chrzanowskiego CUMULUSA owocują nowymi wierszami i coraz bliżej do poezji. Nie zawsze wiersz to tekst napisany za pierwszym razem tak od jednego pochylenia się nad kartką ,bywa że powstaje w tłumie ludzi w tramwaju, kiedy indziej budzi mnie nocą i nie daje spać … Czasem trzeba dni, tygodni by powstał i zaczął żyć własnym życiem . Tematy przychodzą same z obserwacji ulicy, ludzi i zdarzeń, z opowieści i snów… Moje zainteresowanie sztuką i kontakty z twórcami nie pozostają też bez znaczenia, i tak powstają teksty inspirowane np. malarstwem Salvadora Dali i Fridy. Obserwuję życie i jak dziecko wciąż potrafię się dziwić i zachwycać. O własnym tomiku zaczęłam marzyć w liceum i choć to trwało… warto marzyć, bo nigdy nie wiadomo kiedy świat i ludzie pomogą im się urzeczywistnić.

  • Wiersze

    Zapominam

    zapominam Ciebie
    na sobie
    wędrówka palców
    od gąszczu włosów
    po najczulszą stopę
    dawno nie odbyta
    płatki uszu
    nie płoną
    od słów szeptanych
    w pośpiechu
    nie wieszają się na szyi
    ręce
    zabierające tak dużo
    dające tak wiele

    zapominam Ciebie
    wtulonego w ciemność
    oddychającego z moim oddechem
    nieparzysta
    nie pasuję do świata
    nawet buty są do pary

    „Pozornie kruche” Miejski Dom Kultury „Szopienice” Katowice 2004

    XI Ogólnopolski Konkurs Poetycki im. Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej

  • Wiersze

    Jesień

    Mówisz
    że jestem mgłą poranną
    co znika
    zanim trawy zasną

    Mówisz
    że jestem wierzbą płaczką
    co gubi
    wciąż bezcenne serca

    Mówisz
    że jestem liściem klonu
    co marzy
    o kochanym wietrze
    co noc
    gotowa zacząć taniec
    poprawiam suknię
    słucham patrzę

    listopad 1994

  • Wiersze

    Jaszczurka

    na kamieniu
    ciepłym
    od komplementów
    położyłam się
    pozwalam słońcu
    całować twarz
    i ręce
    chwytasz za ogon
    wymykam się
    pomiędzy palcami
    kamień zimny
    nie dogonisz mnie

    Antologia Grupy Twórczej „Cumulus” 1983-1998 – Chrzanów 1998

  • Wiersze

    Tęsknota

    a może
    nie było Ciebie
    a wszystko
    to chora wyobraźnia
    nakarmiona okruchem
    zaczęła
    wypełniać zimowe wieczory
    dotykiem
    Twoich dłoni

    Almanach „Pożegnanie lata poetów i artystów 2001” Dworek Białoprądnicki Kraków